sobota, 9 czerwca 2012

Rozdział 1.

        Obudziłam się, oślepiona przez promienie słoneczne wpadające do pokoiku. Przetarłam oczy by przywrócić obrazowi ostrość. Przeciągnęłam się intensywnie i usiadłam na skraju łóżka. Przymknęłam jeszcze na chwilę powieki. Poprawiłam ramiączko czerwonej bokserki. Kucnęłam przy komodzie aby wyciągnąć jakieś ciuchy. Wzięłam bieliznę, luźną, białą bluzkę, czarną dzierganą narzutkę i pierwsze lepsze krótkie spodenki. Weszłam do łazienki aby się odświeżyć pod prysznicem. Po krótkiej chwili, ubrana i uczesana usiadłam w kuchni przy płatkach z mlekiem. Moja mama - Luda, krzątała się, próbując ogarnąć bałagan powstały w skutek imprezy. Mój tata miał urodziny i nazapraszał "kilku" znajomych. Kobieta zwróciła się do mnie:
- Wybierasz się dzisiaj gdzieś ? - Zapytała, energicznie wycierając talerz.
- Jeszcze nie mam planów, być może spotkam się z Safi. - Skończyłam jeść, gdy do pokoju wpadła Wasilija. Przytuliłam mojego huskiego i spojrzałam w jej prawie białe oczy:
- Wasi! Dobro pozhalovatʹ! (ros. witaj) - Suczka polizała mnie po policzku. Przejechałam po jej puszystej sierści. Wiedziałam, że muszę wyjść z nią na spacer. Wróciłam do pokoju i przez przypadek wpadłam na etui z klarnetem.
-Cholera. - Mruknęłam i pozbierałam jego części. Chwyciłam smycz, telefon, dziesięć funtów i zbiegłam znowu w dół po schodach. W kremowym przedpokoju już czekała Wasilija. Zapięłam czarną smycz do takiej samej obroży i przekroczyłam próg domu.
Był ciepły, może trochę wietrzny dzień. Promienie słoneczne pieściły twarz, wiatr układał włosy. To jeden z nielicznych dni, gdy jest ładna pogoda. Kierowałam się w stronę fontanny w parku Blackstone. Razem z rodzicami mieszkałam na obrzeżach Londynu. Czułam się w swojej okolicy niezwykle  swobodnie. Wszyscy wołali do mnie Lenka, Lena lub Len. Wszyscy się tu znali. Przeprowadziłam się do UK w wieku pięciu lat. Tata twierdził, że w Rosji "nie ma przyszłości" ale ja wiedziałam, że za tą przeprowadzką stoi co innego.
Włożyłam rękę do kieszeni i wyciągnęłam mój jakże zdezelowany telefon. Podłączyłam słuchawki, nastawiając radio na pierwszą lepszą stację. Akurat musiałam trafić na to cholerne One Direction. Jakby mnie prześladowali.
- O nie, no ludzie...
Słysząc moje przekleństwo, telefon jak na złość się zaciął. Złośliwość rzeczy martwych. Nie lubiłam 1D, nie wiem co mi takiego zrobili ale po prostu  ich nie tolerowałam. Byli mi obojętni, ba , nawet nie wiedziałam jak wyglądali. Zmuszona do słuchania tego "piania" doszłam do parku i fontanny. Odpięłam Wasi smycz. Pies, niezwykle uradowany, zaraz pobiegł swoim torem, a ja znalazłam dogodnie miejsce na trawie i usiadłam. Z przyzwyczajenia poczęłam wymachiwać w prawo i lewo telefonem. Podziałało i mogłam przełączyć. Piosenka jednak zdążyła się skończyć.
Ne zakhodite slishkom daleko ! (ros. Nie odchodź za daleko !) - Zawołałam do Wasi. Pies reagował tylko, gdy mówiło się do niego po rosyjsku.
Słuchając ulubionych utworów, rozłożyłam się na trawie i przymknęłam powieki. Wasilija znakomicie znała park, więc nigdy nie przejmowałam się, że pies może sie zgubić - zawsze wracała. Tracąc rachubę czasu, dopiero po godzinie otworzyłam oczy. Zaraz zrobiły się okrągłe jak spodki, bo zobaczyłam suczkę bawiącą się z jakimś nieznanym gościem.
- Dlya nog, malʹchik! (ros. Do nogi, piesku) - Zawołałam i podeszłam do niej. Zaszczekała tylko a chłopak, który stał obok gwałtownie się obrócił.
- Przepraszam, ale to chyba jednak mój pies. - Zaśmiałam się, jednak nie udało mi się ukryć delikatnej wrogości. 
-Wybacz, myślałem, że może się zgubiła. - Powiedział z zażenowaną miną, drapiąc sie po burzy brązowych loków.
- O nią się nie martw, zna lepiej ten park niż ja. - Przyciągnęłam do siebie Wasi i zapięłam smycz. Mój głos tym razem był w w pełni naturalny, ponieważ chłopak wyglądał na niegroźnego.
- Jestem Harry
Chłopak był dość wysoki. Miał wesołe, zielone oczy i coś co wprost uwielbiałam: parę prześlicznych dołeczków w policzkach.
Zaraz potrząsnęłam głową. No co ty, dasz się omamić gościowi w loczkach i z dołeczkami? Kto Cię wychowywał ? Dziwki ? Uśmiechnął się, wyciągając w moim kierunku dłoń.
- Jestem Lena Smirnova. - Powiedziałam dosadnie, z silnym rosyjskim akcentem. Nie wiem czemu się tak spięłam, ale jego obecność tak na mnie działała. Zaśmiał się.
- Ładne imię. Jesteś Rosjanką ?
- Da, chistokrovnyĭ russkiĭ ! - Zaśmiałam się i podparłam pod boki. Wiedziałam, że nic z tego nie zrozumiał. Patrzałam jak przekręca zabawnie głowę i marszczy brwi. - Powiedziałam, że tak i że czystej krwi Rosjanką. - Uśmiechnął się do mnie, pokazując dwa rzędy śnieżnobiałych zębów. Faktycznie, łatwo było poznać, że byłam Rosjanką. Miałam szare oczy, długie blond włosy i piegi. Do tego charakterystyczne nazwisko.
- Twój pies jest świetny, prawie tak jak jego pani. - Mrugnął jednym okiem. Zachichotałam jak pierwszy lepszy pustak. Zaraz opanowałam sytuację i powiedziałam:
- Tak, mój pies jest wspaniały i zapewne ci teraz dziękuje ! - Teatralnie poklepałam psa po łbie, na co on szczeknął. - Przepraszam, ale muszę iść już do domu.
Raczej na pewno nikt mnie szukał. Sawielij w pracy, Luda też.
- Odprowadzę Cię ! - Zawołał gdy już się odwróciłam. Westchnęłam i przewróciłam oczami.
- No w sumie jeśli chcesz. Mam jedynie wątpliwości co do tego, że dasz radę wrócić z powrotem. 
- Chłopaki po mnie przyjadą, znają doskonale Londyn i jego okolice.
Spojrzałam na niego zdziwiona. Chłopaki? Ma harem? Zaśmiałam się na sama myśl. Teraz to on znowu zmarszczył brwi.
- Wybacz, po prostu coś mi przyszło na myśl. Chłopacy?
- Od początku miałem wrażenie, że nie wiesz kim jestem...
Zlustrowałam go od stóp do głów. Nie miałam pojęcia kim był. Wydawał się jedynie troszkę znajomy.
- No nie, nie wiem ?
- Harry Styles z One Direction we własnej osobie.
Zatkało mnie jak nigdy. Nie no, to jest przesada. W życiu bym na to nie wpadła! Podrapałam się po nosie i powiedziałam cicho:
Eto mne povezlo ... (ros. Ja to mam szczęście) - Widząc jego pytający wzrok dodałam: - Tak czasami lubię sobie po rosyjsku powiedzieć. Chyba jednak Cię nie kojarzę.  Czy mam się obawiać jakiegokolwiek ataku ze strony twoich fanek?
-Raczej nie, a jak co, to ja Cię obronie moim silnym ramieniem! - Podał mi ramię a ja anulując wiadomość, że jest w One Direction, chwyciłam ją. Ok, powinnam teraz skakać z radości, że do domu odprowadza mnie największa gwiazda UK. Raczej nie.
Szliśmy razem - ja z Wasiliją, on, trzymając mnie tym razem za rękę. Starałam się nie myślec o tym jak bardzo ich nie lubię. Rozmawialiśmy o wszystkim. O moim zwykłym życiu, o jego niezwykłym życiu.
Totalna spontaniczność. Ciężko jest mnie rozśmieszyć. Czasami mam wrażenie, że w moim sercu tkwi kawałek lodu. I to ludzie go tam umieścili. Jednak przy Harrym niekontrolowanie się śmiałam. W pewnym momencie dostałam aż czkawki - dopiero wtedy przestał. Stwierdziłam, że teraz moja kolej. Zaczęłam udawać jego pseudofanki, piszczałam, skakałam nad nim. Nie mógł iść ze śmiechu.
Powiedziałam mu szczerze, że jest przystojny, co było prawdą. Miał na sobie biały podkoszulek, czarne rurki i białe conversy. Wyglądał... No ciachowato.
Spoglądał mi w oczy w bardzo dziwny sposób.
Doszliśmy do moje niewielkiego, aczkolwiek bardzo przytulnego domu. Powiedziałam do Harrego:
-Poczekaj chwilkę, zamknę Wasilię w domu a ty zadzwoń po chłopaków. Zaraz wrócę. Nu, ya prinesu tebe domoĭ. (ros. Chodź, zaprowadzę Cię do domu). - Powiedziałam tym razem do Wasi. Chłopak kiwnął głową a ja szybko pognałam z suczką do domu. Odpięłam smycz, rzuciłam na komodę w przedpokoju i wybiegłam na dwór. Harry siedział na krawężniku przed furtką.
-Przyjadą ? - Zapytałam, kucając obok niego.
- Mhm, Zayn wie gdzie to jest. - Powiedział, chowając iPoda do kieszeni.
- Dobrze. Zayn to ten czarny ? - Zapytałam dla pewności. Z grzeczności wypytywałam o zespół. Wiedziałam już o nich sporawo.
- Murzynem raczej nie jest, ale włosy ma czarne!
Zaśmiałam się głośno. Opowiedział mi o każdym z chłopaków. Zayn był tym próżnym, Niall tym wiecznie głodnym( akurat jak ja ), Louis tym zabawnym a Liam tym odpowiedzialnym. Zaczęłam ich w pewnym stopniu tolerować.
-Dasz mi swój numer telefonu ? - Zapytał nonszalancko. Zbił mnie całkowicie z pantałyku. Spojrzałam na niego, kalkulując sytuację.
- Ok, proszę. - Podał mi iPoda i zapisałam mu się jako "Kochanka = * ".
- Dzięki ! - Wyszczerzył się do mnie. W tym momencie, przy nas stanął czarny van. Wypadł z niego brunet w bluzce w paski.
- Harry, kochanie, gdzieś ty był ?! - Zawołał a ja cichutko zachichotałam. Harry wstał a ja chwile po nim. Otrzepałam tył spodenek i zobaczyłam pozostałą trójkę wychodzącą z samochodu. Po kolei: Niall, Liam i Zayn. Pod moim domem stoi cała piątka One Direction. Louis tulił nadal Harrego. Chłopak w końcu się wyswobodził i stanął obok mnie.
- Chłopaki, to jest Lena!
- Cześć ! - Pomachałam do nich lekko zmieszana.
- Czemu ona nie piszczy na nasz widok? Jest dziwna. - Powiedział Louis, śmiejąc się.
- Witaj, niewiasto ! - Zawołał Niall. Znowu wybuchnęłam niekontrolowanym śmiechem.
- Witacie tak każdą dziewczynę?
- Nie, tylko taką, która wygląda na dziewicę! - Powiedział Zayn, puszczając do mnie oko.
- Ok, w sumie to dziękuję za komplement, przynajmniej tak to odbieram... - Cała piątka wybuchnęła śmiechem, widząc moją zakłopotaną minę.
-Jedźmy już, o 13.00 mamy wywiad w radiu! - Skwitował Liam. Pomachałam im znowu i wpakowali się do vana wszyscy oprócz Harrego. Stanął przede mną.
-To pa! - Powiedział i pocałował mnie w policzek. Poczułam jego zapach, który był przynajmniej oszałamiający. Jego delikatne i miękkie usta jedynie musnęły moją skórę. Przeszedł mnie dreszcz.
- Żegnaj. - Zdołałam wyszeptać, próbując uspokoić rozbiegane serce. 
Nie chcę tak reagować.
Odjechał, a ja wpatrywałam się za nimi aż zniknęli na końcu ulicy. 


---------------------------------------------------------------------------
   




        Udało mi się w końcu to napisać :D Nie powiem - było ciężko ! Na szczęście mam już przygotowane nastepne rozdziały, więc jeśli tylko będę miała czas to dodam coś nowego <3 
Love Harry <3 = *



































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz